Bardzo dużo się zmienia. Każdy dzień, tydzień, miesiąc przynosi coś nowego, ulepsza życie, choć pozornie czasem zwykłe, codzienne doświadczenia wydają się próbą nie do przejścia. A życie biegnie dalej. Moje również.
Jest dobrze. Nie czuję już złości i żalu do życia, że odebrał mi moje szczęście, kogoś, kto dawał mi sens każdego kolejnego dnia. Kogoś, dla którego warto było żyć i tak bardzo ryzykować swoją równowagę i uczucia. Kogoś, dla kogo byłam w stanie przysiąc, że już nigdy nie będę kochać. Dotrzymałam słowa. Nie kochałam nikogo tak, jak kochałam jego. Nadal jest kimś ważnym w moim życiu. I nigdy nie przestanie zajmować bardzo ważnego miejsca w moim sercu.
Ale to było. On był, kochałam, byłam kochana, czułam się potrzebna. Nie myślę już i nie oceniam swojego postępowania, czy było dobre czy złe. Ono było. Nadal jestem zadowolona, że nie zrezygnowałam ze swojego marzenia o odczuciu, o uczuciu, które chciałam czuć, bez względu na okoliczności i ból, przed którym stałam i który przeżyłam. Teraz wiem, że jestem o to doświadczenie silniejsza, mądrzejsza, dojrzalsza. ON na zawsze pozostał w moim sercu i nie mam zamiaru go wyrzucać.
A teraz. Jest ktoś, kto daje mi spokój, bezpieczeństwo. Przy kim nie myślę, czy nadejdzie kolejny dzień, przy kim nie boję się o to, że odejdzie znienacka, co rzecz jasna nie jest wykluczone. Jednak ryzyko w porównaniu z poprzednim jest oczywiście mniejsze. Jestem.. zaczynam być szczęśliwa, spokojna, otulona ciepłem i pewnego rodzaju pewnością.
Ulżyło mi..
Otwieram oczy znowu.


